Stogi siana, dziewki w sukienkach i słodki miód pitny- Wolińskie warsztaty


 

Czterdziesty kilometr, wioska Recław, mnóstwo osób skąpo ubranych, jakiś język skandynawski. – Lucky o co chodzi z tymi przebierańcami? -Nie wiem, ale jest jakaś tablica…

Część 1

 

Patrząc na mapę zauważamy niewielką wysepkę i spore grupki osób na nią zmierzające to nie zastanawiając się jedziemy i my. Przejeżdżamy most i widzimy, co? Piękną zagrodę- skansen, w którym corocznie mają miejsce Warsztaty Archeologii Eksperymentalnej Centrum Słowian i Wikingów Wolin- Jomsborg- Vineta– tą nazwę mogli krótszą stworzyć. Podjeżdżamy pod tablicę informacyjną i już wiemy, że impreza dobrze się zapowiada.

DSCN1643

Ale co zrobimy z rowerami?

Podjeżdżamy pod bramę zagrody i pytamy czy rowery też wchodzą. Na to jeden korpulentny wieśniak (przechodzimy na język wczesnośredniowieczny), że nie bardzo. -Gdzie tu bilety można kupić? – Ło tam! To poszli. Kupiłem bileciki, po czym za chwilę wchodzimy z rowerami na teren zagrody. Czuję się jak w innym świecie- lepszym świecie, bez ekranów, bilbordów, dzieci gapiących się nieustannie w monitor zabawki!

Pierwsze wrażenie jest jak cios w twarz od bojówkarza, po czym uśmiecham się, wyciągam aparat i strzelam po wszystkim, co się rusza i stoi. W powietrzu unosi się zapach palonego drewna, z oddali słychać instrumenty dęte : dudy i flety wykonane precyzyjnie z łodyg trzcin. Co nas jeszcze urzekło to stroje tambylczej ludności. Skromne spódnice i koszulki wykonane z lnu i bawełny w kolorach szarości i beżu.

Kilka kroków od bramy podchodzi do mnie jedna dziewczyna i mówi: „złap mnie za lisi ogon”. – Whattt!? Po co? – Lubie jak ktoś głaszcze moją zabawkę. – Złapałem za rudy ogon, a dziewce ugięły się nogi. Dziwne. Idziemy dalej. DSCN1645

Widok na główną bramę oraz ciąg zabudowań gospodarczych. Skansen liczy 27 chat będących rekonstrukcją wczesnośredniowiecznego Wolina, 4 bramy z wałami i umocnieniami oraz nabrzeże portowe. Stocznia szkutnictwa historycznego (budowa łodzi klepkowych i dłubanek), oraz szereg warsztatów nauki ginących zawodów (szkutnictwo, kowalstwo, ciesielstwo).

DSCN1654

Idąc widzimy piec, za chwilę wchodzimy do mniejszej nabrzeżnej zagrody przy której rybacy stroją się do połowu ryb prowizorycznymi wędkami.

DSCN1646DSCN1655IMG_3187IMG_3188IMG_3192IMG_3194IMG_3196

 

Ludzie zajęci pracą, ale nigdy nie stronią od ciekawych dyskusji. Poniżej stanowisko powroźnika, który zapytał czy robimy powróz, ja na to, że powinniśmy. I zacząłem kręcić, kręcić. -Lucky zmiana końców. Łukasz trzymał sznurek, ja kręciłem powróz. Po wykonanej robocie Pan powroźnik rzucił: – kupicie własnoręcznie ukręcony powróz? Kobity przy łóżku nie puści jak dobrze zwiążesz. Niestety nie mieliśmy miejsca w sakwie. Następnym razem obowiązkowo zaopatrzę się w to narzędzie fetyszu (port. feitico- amulet, przedmiot dający szczęście).

 

IMG_3198IMG_3199IMG_3201IMG_3205IMG_3206IMG_3211IMG_3213IMG_3215Akuku!IMG_3218Babcia wróżbitka.IMG_3219DSCN1660DSCN1665DSCN1667Trzeba było schronić się przed deszczem. Deszczem? Lunęło jak z wiadra i od tej chwili deszcz nie opuszczał nas do końca dnia- takie są wycieczki rowerowe, ale co tam deszcz. Za chwilę pod budka bartnika woda z całego daszku wleci mi za kołnierz. Co z tego! uśmiechnę się i poproszę o jeszcze jedną szklaneczkę miodziku słodziuśkiego pitnego. Swoją droga chętnie bym się przespał na takiej chatkowej pryczy zrobionej z kilku desek pokrytych grubo skórami zwierząt. DSCN1672Poniżej ciekawa rozmowa na temat medycyny, afrodyzjaków, historii leków.DSCN1675Panowie tynki bryzgają.DSCN1681

W oddali kołodziej, dawniej zwany stelmachem (z niem. Stellmacher) rzemieślnik zajmujący się wyrobem drewnianych wozów, sań i części do nich.DSCN1683Poniżej Pan bednarz inaczej Łagiewnik- człowiek zajmujący się naczyniami z drewna techniką klepkową. Beczki, kadzie, misy, maselnice, wiaderka. Wszystkie te rzeczy można było kupić od bednarza.

DSCN1685

A tak wygląda len. DSCN1689DSCN1691

W piecach jak poniżej wypalało się naczynia z gliny. Kiedyś nie jechało się jak dzisiaj do marketu po naczynia. Jechało się ukopać dobrej gliny z której robiło się piec, później trzeba było narąbać drzewa i wyrobić potrzebne naczynia. Na końcu wypalało się cały urobek.

DSCN1698

Po kilku godzinach dotarliśmy do punktu poczucia głodu. Wolińskie warsztaty odłożyliśmy na bok, usiedliśmy w prowizorycznym namiocie przy rozpalonym ognisku i zaczęliśmy chwalić to, co zobaczyliśmy przez kilka godzin rozmów, zwiedzania, próbowania wielu rzeczy. Zapadły decyzje, co do przyszłych wojaży, między innymi do Wolina by samemu przeżyć kilka dni w zagrodzie i poczuć się jak ludzie 1000 lat temu.

Każdy może skorzystać z tej okazji. Wystarczy zaopatrzyć się w historyczny ubiór, wyrzec używek typu papierosy, narkotyki na kilka dni. Co zasługuję na podkreślenie to to, że projekt taki odbywa się w grudniu, kiedy temperatura potrafi spaść poniżej zera. Pomaga to zrozumieć związki pomiędzy warunkami życia, a posiadanym strojem i wyposażeniem. Podczas projektu organizowanego przez Stowarzyszenie Centrum Słowian i Wikingów podszkolić można umiejętności garncarstwa, wikliniarstwa, rogownictwa i wielu innych rzemiosł.

Ludzie kontynuowali dłubanie łódek oraz w nosie, a nam było w drogę, bo robiło się ciemno. Przejechaliśmy jeszcze na wyspę Wolin na obiad i lecieliśmy dalej na północ, by za chwilę wskoczyć do zimnego morza w deszczowy dzień. Ostatni rzut oka na most obwodowy nad rzeką Dziwną, która to do morza płynie, zatrzymuje się i wraca, sama nie wie dokąd chce płynąć. Tamtego dnia płynęła razem z nami w kierunku morza.IMG_3221DSCN1767

W następnym poście dojedziemy do Międzywodzia i zanurzymy się w zimnym Baltic sea.

Pozdrawiam! Wesołych Świąt!