Te wyjazdy w Bieszczady. Każdy był super- ten ostatni też. Pierwotnie założyłem wyjazd z Hachiksem, ale przez Babeszjozę musiałem to przełożyć, aż tu któregoś dnia dostaję tilefon z propozycją: – Jedzim w góry. Jedzisz?- Pojode! I trzeba było się pakować. Się pakować? Pakować nalewki. Sok z gumi jagód, który napędza nogi w górach.

Wyjazd spontaniczny i takie lubię. Nocleg w Wetlinie 124. Bardzo unikalny domek zwłaszcza toalety w poddaszu. Zawsze z rana stojąc przy muszli widziałem przez okno w dachu piękną poranną mgłę i góry. Duuuuży plus!

Co więcej. Ekipa była do tańca, do różańca i do wypicia. Po pierwszej nocy ruszyliśmy po śniadaniu na połoninę Wetlińską. Kolejny dzień na szlaku Wołosate-Wołosate przez przełęcz Siodło, Tarnicę (1346m n.p.m.) (nazwa Tarnica pochodzi z rumuńskiego tarnita i oznacza siodło), przełęcz Goprowską, Halicz, przełęcz Bukowską. Razem ponad 20km. Jak ktoś pierwszy raz w górach to nie polecam tej trasy. Polecam coś łagodniejszego, krótszego oraz polecam dobrą naleweczkę. Bananówka oraz inne trunki na świeżych owocach: malinówka, wiśniówka, tarninówka. Mmmm. Po przejściu całej drogi zacząłem pełzać jak suchy ślimak. Później już tylko wpełzłem do samochodu i nie chciałem wychodzić. Wszyscy się pytali co mi jest, a ja na to:  gdzie moje sanie. Uważajcie na tą trasę;) 

Ok. Ciekawe czy ktoś zdoła znaleźć mój ukryty kamyczek. Wątpię. Wrócę za kilkadziesiąt lat. Ścisnę go w dłoni i przemienię w złoto. Czekaj na mnie w pięknych Bieszczadach!

A tak to wyglądało.

This slideshow requires JavaScript.