Myśleliśmy, zastanawialiśmy się, aż w końcu padło na Sromowce Niżne, czyli wioseczka u podnóża Trzech Koron, gdzie płynie wstęga Dunajec, szczyt Trzech Koron patrzy na Ciebie niczym wszechwiedzący Bóg. Było pięknie!! Nawet nie spodziewaliśmy się tak bajecznych okoliczności jak niska temperatura, a mieliśmy mróz do – 20 stopni. 

To był cudowny powrót z Gosią w miejsce troche zapomniane, zaniedbane, bo byłem tam dobrych kilka lat temu podczas podróży rowerowej i dostaliśmy nawet w kość wyjeżdzając pod te górki w stronę Zakopanego kompletnie mokrzy przez umacniający naszą silną wolę deszcz.

Polecam: Orle gniazda się kurzą. Czyli rowerem pod namiot na Szlak Orlich Gniazd.

Tym razem przeciąłem wioseczki troche niesprawną Sałatą cordoba. Cholera jasna nabawiła mnie strachu przy powrocie, a to był tylko drobiazg, bo wysłużony termostat. Silnik wogóle się nie nagrzewał przez, co praktycznie cały czas jechaliśmy na ssaniu oraz co chwila silnik robił wrażenie, że zgaśnie. Ale mniejsza o to. Wróciliśmy, a w dodatku odwiedziliśmy kilka pięknych miejsc: Wąwóz Homole, stok Czorsztyn Ski, a także kilka szczytów.

Na pierwszy rzut poszliśmy na Trzy Korony. Niesamowity, mroźny poranek, po śniadaniu wyszliśmy zachłysnąć się tym rześkim powietrzem. Było pewnie na minusie z 20 stopni, ale ogrzewały nas cieplutkie kubeczki z kawą. Szliśmy powoli w stronę szczytu, sącząc co chwila gorącą pyszną kawę.

Sylwester w Pieninach

Po drodzę zobaczyliśmy kota, który mocno utykał na jedną łapkę i okazało się, że był to skurczysyn tresowany. Gosia uklękła współczując zwierzaczkowi, a tu kocina hyc i już niechciany siedzi na rękach. Osobiście nie przepadam za kotami, a zwłaszcza za nachalnością.

[fusion_builder_container hundred_percent=

Na horyzoncie wyłoniło się znane schronisko u podnóża szczytu. Nie polecam!! Zwłaszcza tej knajpki, gdzie za łyżeczkę cukru liczą sobie złotówki. Fuck it! Po wyjściu z knajpy, zmierzaliśmy prosto na szczyt.

[000385]

[000405]

Trasa na szczyt dość przyjemna, choć w miesiącach zimowych dość ślisko, a nawet można się zabić w miejscach oblodzonych. Po niespełna godzince byliśmy na szczycie z ciekawym widoczkiem na oddalone Tatry oraz całą okolicę, dunajec.

[000448]

[000429]

Było już dość późno i zaczynało się ściemniać w drodzę na Sokolice, w związku z tym zarządziliśmy powrót. I dobrze, bo schodząc obejrzeliśmy zachodzące słonce i rozświetlające się wioseczki w dolinie Dunajca.

[000394]

Kolejny dzień to Wąwóz Homole. Wspaniały słoneczny, pozytywny. Po 30 kilometrach dojechaliśmy do Jaworek na docelowy parking przy wąwozie. Jest tam przytulna chatka z kominkiem, gdzie warto zjeść żurek przed wyjściem na szlak.

[000494] [000506]

Pierwszy raz widziałem wąwóz. Stwierdziłem, że szkoda, że tak późno. Jest piękny w zimie, już wyobrażam sobie jak wygląda podczas wegetacji roślin.

[000520] [000525] Wąwóz Homole

Na końcu wąwozu na polance z kamiennymi księgami warto skręcić w lewo na stok Jaworki. Widok na całą okolice, szkoda, że dopiero zaczynali rozsuwać śnieg na stok.

[000551]

Po powrocie do pensjonatu zaczęliśmy przygotowywać się do sylwetrowej nocy. Każdego roku staram się spisać wszystkie swoje cele na kolejny rok, ale też wypisać wszystko to czego nauczył mnie stary rok, jakich błędów nie powielać. Zwykle taką karteczkę w ramach obwieszczenia przyklejam do dobrej petardy i wystrzeliwuje wysoko w niebo. Tym razem z takiej karteczki zrobiłem łódeczkę i wraz z Goś „zwodowaliśmy” nasze cele i marzenia na Dunajcu, by rozeszły się po rzekach, morzach i oceanach. A najważniejsze, że rozeszły się po naszej podświadomości w chwili ich uwalniania. Bo z wiarą wszystko jest możliwe. Czasami zdawałoby się zwykłe myśli, marzenia o dalekich rajskich wysepkach są nieistotne i cieżkie do zrealizowania. A ja powtarzam, że pierwsze myśli o czymś dużym zasiewają się w naszej podświadomości i zaczynają kiełkować poprzez zastanawiające nie raz okoliczności, które zaczynają nas przybliżać do tego boskiego obrazu nas.

Czas magicznie upłynął i tak trzeba było powoli wracać. Trochę wrażeń i emocji po drodzę Sałata nam zaserwowała, ale dojechaliśmy na miejsce.

Dobrze, że już kończy się to zimnisko. Zahartowany w rzece Wieprz patrzę w przyszłość tego roku z optymizmem i uśmiechem, że tyle wrażeń i zmian mnie czeka- na lepsze.

Dobrego!![/fusion_builder_column][/fusion_builder_row][/fusion_builder_container]