Międzywodzie i rozstąpienie morza


Po całym dniu spędzonym w zagrodzie Wolińskiej na ujarzmianiu

 piękna widoków docierających to z lewej to z prawej strony, wyjeżdżamy z głodem za zapachem smacznego obiadu. To wyspa Wolin jak dobra gosposia uraczyła nas- jak dobrze pamiętam- gorącym żurkiem, ziemniaczkami z piersią oraz zestawem sałatek. Na desery zostawiliśmy po szarlotce i mocnej kawie. Jeden łyk za dużo i jedziemy z efektem maku w zębach pożerać kolejne cholerne kilometry w ten zjawiskowy deszczyk oraz delikatny i podniecający niczym dotyk sutka na twarzy, wietrzyk.

-Lucky, ile mamy do Międzywodzia?

-Zaraz wskakujemy do morza;) Po kabanosie i do wody.

 Zrzut ekranu 2014-12-29 16.41.39

 

Dojeżdżając do Międzywodzia zaczynamy rozglądać się za jakąś ścieżką na plaże jak bezdomny palacz za niedopałkami. Jest!! Co prawda wiele schodków do pokonania, ale dostajemy się na wymarzone, wypieszczone drewniane schodki z miejscem do przypięcia rowerów.

Zanim złapałem za paczkę kabanosów, Lucky był gotów. Odwrócił się w kierunku dudniących o brzeg fal… I teraz pytanie. Po czym poznać rowerzystę??

MiędzywodzieMiędzywodzieMiędzywodzie-plaża

To ptak? To foka? Zgadywali ludzie z nabrzeża przecierając oczy ze zdumienia. To był mój najserdeczniejszy kumpel w tańcu ptaka. To w jedną to w drugą stronę z twarzą na wpół świadomą zataczał koła na plaży. Naglę krzyknął! jak najgroźniejszy zwierz i ruszył wykopując pod stopą dół na 40 cali. Piasek, który uleciał w powietrze stworzył nowe wydmy w Międzywodziu 2 kilometry dalej. Uderzył!!  BuUUMMmmmmm. dGłuchyb dźwiiiięk, podobny do tego, który Richard Feynman (niezwykły człowiek) usłyszał podczas testów pierwszej bomby atomowej. Jedni myśleli, że to Ruscy atakują, drudzy zaczęli uciekać w popłochu i niedbale.

Moja kolei. Chowam kabanosy do sakwy i widzę jak obok przechodzą opatuleni przybysze, którzy pewnie wrócili z wakacji w Grecji. Polar, kurtka, czapka, pelerynka. Kurwa. Rozbieram się!! Nie jestem jak oni. Zanim dobiegłem do wody moje stopy były zamarznięte. Ale nic. Wbiegam do wody, zanurzam się do szyi i jest zdecydowanie lepiej. Cieszymy się z Lackim tym szczególnym momentem i wychodzimy. I jak ciepło. I od razu wszechświat szczęśliwy. Pokazało się słońce. DSCN1713DSCN1770

Nadszedł czas opuścić Międzywodzie. Polecieliśmy na Dziwnów zajeżdżając na konkretny obiad. Przystanki są super. Rozsiadamy się gdzie tylko sobie zażyczymy i konsumujemy co lepsze. -To jak Lucki. Mielonka czy pasztet z indyka?? heh. Bywało! No właśnie, jedzenie w restauracjach czy gotowanie na własną rękę??

Jedzenie w podróży

Z pewnością gotowanie na własną rękę jest tańszą opcją. Zdecydowanie! Jeden obiad w restauracji to średnio 40-60 zł w zależności od miejsca i głodu. Dziennie spożywa się średnio 2-3 posiłki złożone z zupy, drugiego, piwa, deseru, kawy. Nie zawsze taki zestaw i w tej kolejności. Jedno jest pewne- po 50km zjada się spo00ro, zwłaszcza jak jest zimno i potrzebujemy dużo energii. Pamięta się postoje w super miejscach. Restauracje, kawiarnie, bary itp. We wszystkich miejscach poznajesz ludzi, rozmawiasz, zawiązujesz znajomości. Akurat to lubię, dlatego jak nie muszę, nie gotuje w plenerze. Jeśli bym musiał gotować w plenerze to najchętniej od ręki mieloną, wyciskaną z aeropressu mocną, gorącą, aromatyczną kawę o poranku. Super. Posiadam taki zestaw i wierzę, że kiedyś wykorzystam w podróży rowerowej na przykład po Norwegii.

Plusy i minusy gotowania na kartuszu:

+Duża oszczędność gotówki, niezależność od restauracji (na wioskach ciężko o miejsce do zjedzenia), swoja, idealna kawa z rana,

-Dodatkowy ciężar, koszt sprzętu, brak doświadczenia lokalnej kuchni, mniej poznanych osób, zwiedzonych miejsc.

DSCN1772

Kolejny nocleg wypadł w okolicach Strzeżewa. Po rozmowach z lokalsami postanowiliśmy na nocleg zjeżdżać w głąb lądu by nie płacić za pola namiotowe. Odjeżdżając 5-10 km od wybrzeża rozbijamy się gdzie chcemy jak chcemy- najlepiej u kogoś na posesji.DSCN1773Kolejny przystanek: Trzęsacz. IMG_3239DSCN1721 DSCN1723DSCN1722

Jak dla mnie trochę za mało tłumu, a więc pojechaliśmy dalej w kierunku Rewal. Tras jest kilka. Można jechać asfaltem lub tak jak my wybrać mniej ruchliwe ścieżki biegnące blisko morza. Czasami te ścieżki dawały piachem po łańcuchu, ale ciężko wyczuć, gdzie się jedzie. Ścieżki rowerowe to asfalt, równie dobrze piach. Jedyną radą, którą mogę polecić, kiedy wjedziecie w piach rowerem przystosowanym do asfaltu to nie denerwować się. Zejść z roweru, wciągnąć głęboko powietrze do płuc, powtórzyć, głośno krzyknąć, wdech, wydech i można jechać dalej.DSCN1774IMG_3287IMG_3301

Słońce zaszło. Za 2 posty dojedziemy do Sopotu, gdzie powstała idea bloga. Na koniec, opiszę dlaczego w ogóle wybraliśmy Pomorze. Ano dlatego, że nie byłem nad naszym morzem od przeszło 10 lat. Dwa to to, że pogoda popsuła nam plany na początku kwietnia, kiedy chcieliśmy zrobić tą trasę. Nie odpuściliśmy. Lipiec okazał się super miesiącem na przejechanie linii Szczecin- Sopot. Morze stosunkowo „ciepłe”- można było się kąpać. A trzy to dlatego, że nie jeździliśmy jeszcze po północy rowerami.

Nie da się ukryć, że nie posiadamy pięknych plaż z białym piaskiem, turkusową wodą oraz wielkimi falami, ale są miejsca, gdzie warto było przykucnąć. Po prostu popatrzyć na piękne słońce. Pomyśleć, że kiedyś ludzie walczyli na tych plażach, oddawali życie za to byśmy mogli dzisiaj usiąść wpatrzeni w bezkresne morze.

Wielka wartość sentymentalna.IMG_3256

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Do usłyszenia!

Fot. Łukasz Wasak, Agroway.