Hej hello, po długiej przerwie witam i już teraz podaję informację na temat zbawiennego działania morsowania na odporność twojego ciała. 
Morsowanie to trening dla twojego ciała w walce z wirusami, bakteriami poprzez hartowanie siebie w bardzo zimnej wodzie. Organizm narażony jest na szok, dlatego potrzebne jest przygotowanie. 

Pierwsze morsowanie, czyli co zabrać.

Na pierwsze morsowanie zabierz: 

  • 2 ręczniki (jeden pod nogi, drugi do wytarcia)
  • dodatkową bluzę
  • Spodnie bez zamków, guzików (ciężko to wszystko zapiąć ze zmarzniętymi palcami)
  • Ciepłą herbatę w termosie
  • klapki, bądź buty gumowe do chodzenia po kamieniach w wodzie (osobiście używam klapek tylko można je zostawić pod lodem)

Sami zobaczycie, co będzie wam potrzebne przy kolejnej próbie. Generalnie nie ma co przesadzać. Obecnie zabieram ze sobą tylko termos, ręcznik, klapki, ciepłe ubranie. 

Pierwszy kontakt z wodą, czyli jak się przygotować

Nie ma różnicy czy to pierwsze morsowanie czy trzecie, co jest ważne to to jak się czujesz w dniu kiedy pójdziesz wskoczyć do przerębla. Jeśli jesteś zdrów i czujesz się dobrze to śmiało. Kiedy już będziesz nad zamarzniętą wodą i czujesz to zimno, musisz się przełamać. Ściągnij kurtkę, spodnie i zacznij się ruszać. Biegaj, skakaj, rozciągaj się przez około 15 minut. Zależy od Ciebie. Poczujecie ciepło to znak, że jesteście gotowi. Wtedy rozkładasz ręcznik na lodzie najlepiej blisko przerębla, o ile grubość lodu na to pozwala i zaczynacie się rozbierać. Wiem, że jest ciężko, kiedy -15 stopni, ale im szybciej wejdziesz do wody tym będzie Ci szybciej ciepło i ta świadomość, że choroby, przeziębienia zostawiasz w tej zimnej wodzie. Zawsze proponuje wejść do wody 2 razy. Pierwszy raz jest nieprzyjemny, ale drugi jest już super i jest cieplutko. Po pierwszym razie, spróbuj kiedyś zanurzyć całe ciało w wodzie wraz z głową. Jest to całkiem przyjemne doświadczenie zgoła podobne do oczyszczenia, obmycia z wszystkich zmartwień, smutków. 

Moja subiektywna opinia na temat morsowania

Kiedyś zdarzało mi się łapać przeziębienia co drugi tydzień, co też wiązało się ze sporym wydatkiem na syntetyczne leki, które tak naprawdę g…. dają. Zwłaszcza po długim pobycie na Hawajach łapałem przeziębienia non stop, co zaczęło mnie niepokoić. Zacząłem zażywać tran w płynie, mówiąc prosto wziąłem się za siebie. Włącznie z dietą i organicznymi suplementami zdołałem odbudować odporność. Natomiast co było przełomem w mojej odporności na choroby? Właśnie morsowanie. Jednego dnia mój przyjaciel zabrał mnie bardzo wcześnie z rana na jedno z jeziorek Warszawskich. Pierwszą kąpiel pamiętam jako nowe doświadczenie i podobało mi się, bo lubię próbować nowych rzeczy. Po powrocie przez połowę dnia czułem tą rześkość na skórze i odziwo nie zachorowałem. Później był drugi, trzeci i czwarty raz. I zapomniałem, co to choroba. 

Obecnie po 4-5 latach staram się każdej zimy uczestniczyć w tej wspaniałej operacji rozbudowy odporności. Kilka razy wystarczy w sezonie tylko trzymajcie się dobrej rozgrzewki i spróbujcie kiedyś zanurzyć całą głowę. 
Przez te 5 lat nie miałem ani razu nawet kataru. A jakikolwiek ból gardła zawsze wyleczył imbir. 

 

Czy ktoś z Was kiedyś morsował i podziela zdanie na temat pozytywnego wpływu morsowania na zdrowie człowieka??